Sprzęt do podsłuchu przestał być domeną służb. Nadajnik GSM w listwie zasilającej kosztuje dziś mniej niż porządny telefon, a jego montaż zajmuje kilka minut. Rośnie więc liczba spraw, w których firma orientuje się, że informacje z jej sali konferencyjnej krążą poza nią.
Kiedy warto się zainteresować
Typowy sygnał nie jest spektakularny. To raczej seria drobnych zbieżności: konkurencja składa ofertę podejrzanie dopasowaną do Waszej, warunki znane trzem osobom pojawiają się u kontrahenta, w rozmowach wraca sformułowanie użyte tylko raz i tylko w jednym pokoju. Do tego dochodzą sytuacje bardziej prozaiczne: spór wspólników, zwolniony pracownik z dostępem do biura, zakończony remont, wizyta ekipy serwisowej, o którą nikt nie prosił.
Czego nie robić samemu
Kupienie taniego detektora pluskiew z portalu aukcyjnego kończy się zwykle jednym z dwóch scenariuszy: urządzenie nie wykrywa niczego, bo nadajnik nadaje tylko w trakcie rozmowy, albo piszczy przy każdym routerze i daje fałszywe poczucie zagrożenia. Gorszy błąd to demontowanie znalezionego sprzętu na własną rękę. Jeśli sprawa ma trafić do prokuratury, liczy się miejsce znalezienia, sposób montażu i zabezpieczenie urządzenia, a nie sam fakt, że coś było.
Jak wygląda profesjonalne sprawdzenie
Sprawdzenie pomieszczenia to kilka warstw. Analiza widma radiowego wychwytuje aktywne nadajniki, sprzęt do wykrywania złączy nieliniowych znajduje elektronikę także wyłączoną, kamera termowizyjna pokazuje ciepło pracującego układu, a na koniec zostają oględziny fizyczne: gniazdka, listwy, czujniki dymu, meble, sufit podwieszany, samochody służbowe. Równolegle warto sprawdzić telefony i komputery, bo dziś częstszym problemem jest oprogramowanie niż nadajnik w ścianie.
Po sprawdzeniu
Efektem powinien być protokół: co sprawdzono, jakim sprzętem, co znaleziono i w jakim stanie. Taki dokument przydaje się i w postępowaniu karnym, i w sporze cywilnym, i przy ubezpieczeniu. Firmy prowadzące poważne negocjacje coraz częściej zamawiają sprawdzenie cyklicznie, a nie dopiero po tym, jak coś wycieknie.
Jak często sprawdzać i ile to kosztuje
Jednorazowe sprawdzenie ma sens przed ważnymi negocjacjami, po zmianie w składzie wspólników, po remoncie i po odejściu pracownika z dostępem do gabinetów zarządu. Firmy, które regularnie prowadzą rozmowy o dużych kontraktach, zamawiają kontrolę co kwartał albo co pół roku. Koszt zależy od powierzchni, a nie od liczby znalezionych urządzeń: stawki liczone od metra kwadratowego zaczynają się od kilkudziesięciu złotych, więc sprawdzenie sali konferencyjnej z gabinetem to wydatek porównywalny z jedną godziną pracy prawnika przy sporze, do którego prowadzi wyciek.
W Trójmieście takie zlecenia realizuje licencjonowany detektyw w Gdyni, który sprawdza biura i mieszkania analizatorem widma oraz wykrywaczem złączy nieliniowych i kończy pracę protokołem gotowym do użycia w postępowaniu.
